Stadion narodowy

Jest piękne niedziele południe. Słońce chyba pierwszy raz w tym roku wychodzi niemrawo zza chmur, a wiatr nie przeszywa chłodem. Gigantyczna kolejka ustawia się przed wejściem do około stu metrowego tunelu. Tunel ten jest bardzo surowy w wyglądzie i w zasadzie w ogóle nie wykończony. Wygląda jakby piętnaście minut wcześniej zakończyły się na nim prace budowlane. Ale nie można przecież wymagać cudów, trzeba zobaczyć resztę. W tunelu człowiek nie czuje się nazbyt komfortowo. Dużo ludzi, za to żadnego wyjścia ewakuacyjnego po bokach. Zaledwie jedna toaleta, przed którą stoi rosnący „ogonek”. Na końcu tunelu widać światełko, w końcu czuć delikatny powiew powietrza na twarzy i nagłe objawienie! Murawa! A w zasadzie to, na czym wkrótce będzie leżała. Podwieszany dach, biało-czerwone krzesełka porozrzucane kolorami po trybunach bez większego ładu i składu (rozumiem, że taka aranżacja jest ostatnio bardzo modna). Wszystko piękne, ładne, niewykończone i takie… rozczarowujące. Naprawdę nie wiadomo, o co tyle krzyku. Zaledwie cztery wejścia/wyjścia. Miejsce nie do ucieczki w razie nagłego wypadku czy wybuchu paniki. Krzesełka już odpadają od stopni, a przy tym są ściśnięte jedne koło drugiego, co dla tęższych kibiców i ich sąsiadów staje się po chwili nie do zniesienia. I ten beton, i to szkoło. Szkoda, że nie wykończyli Stadionu Narodowego przed pierwszym pokazaniem go spragnionemu sukcesu społeczeństwu.

Podobne wpisy:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura i Rozrywka i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.